Rytuały
Rumuńskie zwyczaje przy stole zaczynają się od kieliszka śliwkowej țuiki, zanim ktokolwiek sięgnie po widelec, a jesienią cała rodzina zamienia się w linię produkcyjną zacuski.
Kieliszek țuiki na powitanie
Gospodarz stawia gościowi kieliszek śliwkowej țuiki jeszcze przed jedzeniem - to trunek na start, nie digestif na koniec.
Przy powitaniu w domu albo w wiejskiej gospodzie kieliszek țuiki (lub mocniejszej pălinki) pojawia się od razu, często z talerzykiem wędliny i sera. Wypada przyjąć choćby symboliczny łyk. Przy pomana porcului - poczęstunku po świniobiciu - țuică jest obowiązkowa i krąży przez cały posiłek. Zimą podaje się ją podgrzaną, z pieprzem.
- To trunek przed posiłkiem, nie po
- Przyjmij choćby łyk - odmowa bywa odbierana chłodno
- Pij małymi łykami, nie duszkiem
Noroc - rumuński toast
"Noroc!" (szczęścia) albo "Sănătate!" (zdrowia) mówi się przy stuknięciu kieliszków, patrząc rozmówcy w oczy.
"Noroc" jest codzienne i luźne, "Sănătate" nieco bardziej uroczyste. Kontakt wzrokowy przy stuknięciu jest oczekiwany. Pierwszy toast wznosi gospodarz; przy țuice często powtarza się go co kolejkę. Kieliszka nie odstawia się przed pierwszym łykiem po toaście.
- Patrz w oczy przy stuknięciu
- Poczekaj na pierwszy toast gospodarza
- Przy țuice toast powtarza się co rundę
Sarmale na Boże Narodzenie
Na święta robi się wielki garnek gołąbków w kiszonej kapuście, z mămăligą, kwaśną śmietaną i ostrą papryczką - i jada się je przez kilka dni.
Gotowanie sarmale to część przygotowań świątecznych, często wspólne, przy kilku pokoleniach kobiet zwijających gołąbki. Garnek dusi się godzinami, warstwa kapusty na przemian z warstwą gołąbków. Odgrzewane następnego dnia uchodzą za lepsze niż świeże - smak się przegryza. Po świniobiciu (Ignat, 20 grudnia) sarmale nadziewa się świeżą wieprzowiną.
- Podawane z mămăligą, śmietaną i surową ostrą papryczką
- Drugiego dnia są lepsze - nie spiesz się z całym garnkiem
- W poście nadzienie jest bezmięsne, z ryżu i grzybów
Zacuscă - jesienne wekowanie
Na przełomie września i października rodziny pieką partiami paprykę i bakłażany i wekują kilkadziesiąt słoików pasty na całą zimę.
To domowa linia produkcyjna: jedna osoba piecze warzywa, druga obiera i miele, trzecia dusi masę w wielkim garnku, czwarta napełnia i zakręca słoiki. Balkony i podwórka pachną wtedy pieczoną papryką w całej okolicy. Proporcje (więcej bakłażana czy papryki, z fasolą czy bez) to rodzinna receptura, o którą się nie pyta obcych.
- Sezon to wrzesień-październik, gdy papryka jest tania
- Słoiki po napełnieniu odwraca się do góry dnem do wystygnięcia
- Domowa ("de casă") to inna liga niż sklepowa - jeśli ktoś częstuje, bierz
Grătar - weekendowy grill
Weekendowy rumuński grill to przede wszystkim mici - zamawiane albo kupowane na sztuki, jedzone z musztardą, chlebem i zimnym piwem.
Mici kupuje się liczbowo: "zece" (dziesięć), "douăzeci" (dwadzieścia). Do tego obowiązkowo musztarda (najlepiej ostra, "iute"), świeży chleb albo bułka i piwo z beczki. Frytki są dodatkiem turystycznym, nie tradycyjnym. W miejskich parkach i nad jeziorami w weekend dym z grilli snuje się nad całymi terenami rekreacyjnymi.
- Zamawiaj na sztuki, nie na porcje
- Musztarda i chleb to podstawa, nie dodatek
- Popija się piwem, nie winem